Znajomi wcisneli mi z tekstem "polubisz, tam sa koty". Wzruszylem ramionami, no koty to koty. Otworzylem zeby nie urazic. A w efekcie spedzilem nad ksiazka duzo wiecej czasu niz planowalem. Nie ma tam glosnych wydarzen, a jednak zlapalo do glebi. Ta rozmowa wywraca wszystko do gory nogami. Kot prosi: nie odlatuj, zostan. A ptak obiecuje wrocic na wiosne i odlatuje. Kot zostaje i czeka. Bez happy endu, nikt nikogo nie ratuje. Po prostu nadzieja, ze nadejdzie wiosna. I to wystarczy. Dla dzieci to czysta radosc. Ale dorosli, podejrzewam, tez beda przy kazdej animacji siedziec dluzej niz chca przyznac. Sam zdarzylo mi sie ogladac wirujace liscie kilka razy z rzedu. Jest w tym cos hipnotyzujacego. I tak, obrazki naprawde ozywaja. Sprawdzilem. Jesli bedziecie brac, miejcie telefon pod reka. Inaczej przepadnie polowa magii. Kot, ptak i nadzieja — o czym jest ksiazka „Miejskie koty” |